Chodziliśmy sobie po Pradze , przeszliśmy Mostem Karola , ruszyliśmy się w lewo na spacer brzegiem Wełtawy , aż trafiliśmy na takie nieboraczki . Czesi mówią o nich "miminka" , czyli "dzidziusie" . To słynne niemowlęta z Pragi lub inaczej raczkujące niemowlaki z Pragi . Oseski z brązu, które rozbiegły się dookoła. Tylko wciąż nie wiemy, co te dzieci mają zamiast twarzy. Czy to jest port USB, czy jakieś inne gniazdko? Niektórzy piszą, że to kody kreskowe, inni, że szczelina automatu wrzutowego na monety. Przy tym bobaski są ogromne . To dosłownie dzieci-giganty . Raczkujące ogromne małe goliaty . Błyszczące złotem w słońcu raczkujące dzieci .
Most gotycki w Kłodzku to zabytek spektakularny, a ponadto niewolny od historycznych i architektonicznych skojarzeń. I to jakich! Mówi się o nim, że to drugi most Karola . Kto był na przeprawie w czeskiej stolicy, ten wie, że to, co możemy zobaczyć w Kłodzku, to niemal dosłownie miniatura tej znanym na całym świecie praskiej wielkości. Ale to wrażenie złudne, bo kłodzki most nad Młynówką , odnogą Nysy Kłodzkiej, jest starszy od czeskiego, choć równie urokliwy. W dodatku czuć tu pod stopami wieki. Można wręcz namacalnie odczuć atmosferę z "Trylogii Husyckiej" Andrzeja Sapkowskiego .
Kamień nieszczęścia w Lublinie czai się wprost na ulicy. Nie wolno go dotykać. Jedak moment nieuwagi wystarczy, by się o niego butem zahaczyć i nieszczęście gotowe. Tak ze mną było. Chodząc lubelską starówką dość nieprzyjemnie potknąłem się o występ w chodniku. Ratując się przed upadkiem, dostrzegłem na murze tabliczkę z napisem: " Kamień nieszczęścia. Nie dotykać! ". Było pusto, nikt nie widział, co się stało.
Tężnia solankowa w Konstancinie to tradycyjnie miejsce, które od czasu do czasu lubimy odwiedzić. Raz, że można powdychać aerozol z ożywczą solą , który poprawia samopoczucie i pomaga płucom, wymęczonym przez aglomeracyjne powietrze. Druga rzecz to piękny park w Konstancinie , po którym można pospacerować lub skoczyć na basen w parkowym spa , a gdy parku nie starcza, można ruszyć w uliczki i podziwiać architekturę jaka zdobi Uzdrowisko Konstancin - tę starą i tę najnowszą, która niekiedy olśniewa pomysłowością architektów.
Cmentarz żołnierzy włoskich w Warszawie ( Sacrario Militare Italiano ) chodził mi po głowie, odkąd gdzieś mignęło jego zdjęcie. Na pierwszy rzut oka wiele ma wspólnego z wojskiem ta nekropolia . Idealnie równe szeregi nagrobków . Przez cmentarz przechodzą niezliczone geometryczne linie, które w wyobraźni splatają się w cmentarny fraktal . Żałobna musztra na placu apelowym żołnierskich dusz . A historia jest znana od wieków: moblilizacja, rozkaz i śmierć na obczyźnie . Tak i tutaj było.
Polska jest krajem, który wyhodował sobie całkiem dużo gangsterów , a ci zostawili po sobie spore majątki. Szczególnie ciekawe są ich rezydencje. W Trójmieście można wyjąć willę "Nikosia" , o którym powstał film i do dziś krążą o nim legendy. Sam ich bohater już nie żyje. Willa "Masy" , słynnego świadka koronnego, popada w ruinę. Nie lepiej jest z rezydencją "Dziada" , przypuszczalnego lidera grupy wołomińskiej . Ogromny dom chyli się ku upadkowi, w dodatku w sierpniu 2022 roku spłonął, a ogień całkowicie zniszczył dach. Willa "Dziada" z Wołomina - gmaszysko - może już tego nie przetrwać.
Bacówkę na Maciejowej znam w zasadzie całe życie. Byłem tam niezliczoną ilość razy. Niewielkie schronisko w Gorcach położone nad Rabką-Zdrój na Polanie Przysłop, w pobliżu wierzchołka Maciejowej (837 m n.p.m.) jest stałym punktem wycieczek w stronę Starych Wierchów i Turbacza . Szczególnie miło jest tam zimą, gdy się siądzie przy gorącej herbacie z cytryną na rzeźbionym zydelku i popatrzy na tutejsze śniegi przez duże okno z widokiem na panoramę Tatr , rozciągającą się w oddali.
To, co w Polsce jest nie do pomyślenia , w Czechach po prostu jest. Oto pomnik ku czci wstąpienia naszych południowych sąsiadów do Unii Europejskiej . Ta "cześć" jest bardzo osobliwa. Gdyby u nas tak "czcili", to by ich już bili - można powiedzieć. W skrócie: dwaj zieloni ludkowie, zwani "Čůrajíci" , sikają w Pradze ze swoich "sikawek" do mapy czeskiego państwa (po wysłaniu sms). Każdy może sobie tu myśleć, co chce. Ale oburzenia nie widać, że są ci sikający w Pradze . Raczej entuzjazm.
Śpiący pies As , bohater noweli Adolfa Dygasińskiego , smacznie śni o czymś w bluszczach w Łazienkach Królewskich w Warszawie . To odlew rzeźby psa autorstwa Czesława Makowskiego , która w oryginale, jako dzieło z brązu, zdobiła nagrobek pisarza na Powązkach. Rzeźba psa w Łazienkach Królewskich , którą znajdziemy w pobliżu Starej Oranżerii , wyznacza ponoć miejsce pochówku psów strażniczych z muzeum.
Znaleźć ładny zabytek to już sukces, ale znaleźć ładny zabytek, a w nim dobre jedzenie , to już spełnienie marzeń. Dlatego w Świdnicy popytaliśmy miejscowych, którzy nie pomylili się i skierowali nas do restauracji w... wieży. Nie dość, że nam w restauracji "Wieża" smakowało , to jeszcze zapragnęliśmy tam wrócić, by się... wyspać.
Zamek Owiesno stał się marzeniem od chwili, kiedy zobaczyliśmy, jak pięknie wygląda z drona. Bo warownia ta oszołomiła widzów różnych rolek, nastał jakiś chwilowy szał na zamek w Owieśnie . Z wysokości ruiny zamku we wsi Owiesno są idealnie geometrycznym labiryntem , tak regularnym, że aż się chce odruchowo brać ołówek i szukać w tej plątaninie drogi do skarbu . Dopiero po bliższym przyjrzeniu widać coś więcej .
Pałac Kultury i Nauki jest dziś najważniejszym i najbardziej rozpoznawalnym symbolem Warszawy , choć nie każdemu się to podoba. Gdy po drugiej wojnie światowej, zamiast odbudowy wyburzonych kwartałów i ulic, zaczął w górę rosnąć podarunek od Moskwy, jedni byli zachwyceni, inni oburzeni. Tak zostało do dziś, ale dziś PKiN jest wpisany na listę zabytków . Nowe zastąpiło stare i mimo reklam, na których rosyjski pałac startuje w kosmos jako rakieta, nikt już poważnie nie myśli o jego zburzeniu .
U zbiegu ulic Strzałowskiej i Pokoju w Szczecinie jest zamknięty cmentarz Goęcino , na którym nie odbywają się pochówki. Dawna ewangelicka nekropolia na Golęcinie po wojnie została zmieniona na cmentarz komunalny. Przez lata nowsze pochówki wypierały starsze, a groby przedwojennych mieszkańców Pomorza Zachodniego po prostu znikały. Tak jak " zniknąć" miały te trzy tablice , dla których "przedsiębiorczy" miłośnik recyklingu znalazł nowe zastosowanie. Kim trzeba być, by płyty nagrobne z cmentarzy wykorzystywać jako materiał, budować z nich chodnik, drogę , na fundamencie z nagrobków stawiać swój dom? Ileż takich grobów, ich skupisk i całych cmentarzy zniknęło bezpowrotnie , bez śladu, bo "się nadawały"?
Do Hali Gwardii lubiłem z rzadka wpaść na jedzenie. Znajdowała się tam zrewitalizowana przestrzeń , a w niej kilkanaście niedużych lokalików, a właściwie szybkich barów i stoisk z potrawami z wielu stron świata. Strefa dla smakoszy, to jedzenie w Hali Gwardii , całe szeregi stołów i ławek, przy których można było dobrze i tanio w spokoju zjeść . Był też stragan z tureckimi słodyczami, sklep z winami, kraftowe piwo oraz inne stoiska. Jak na targu!
Głazów narzutowych w Warszawie nie brakuje. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać. Cierpliwi znajdą całe grupy takich kamieni. Skąd na Mazowszu tak wiele głazów narzutowych ? To ślady działania lodowca, a raczej lądolodu, który przeorał północną i centralną Polskę w plejstocenie. Efektem jego działalności są przyniesione z lądolodem dużych rozmiarów kamienie. Z niektórych zrobiły się po drodze zgrabne otoczaki . Na ogół zbudowane są z granitów , amfibolitów, gnejsów, migmatytów, porfirów, kwarcytów.
Wędrując między Placem Teatralnym a Bankowym w Warszawie można się natknąć na kościół św. Antoniego Padewskiego . Ta potężna budowla wraz z przyległymi zabudowaniami klasztornymi zajmuje spory kawał terenu przy ul. Senatorskiej . Kościół św. Antoniego z Padwy to jedna z najpiękniejszych świątyń reformackich w Polsce. Najciekawiej jest w podcieniach krużganków , ludzie przychodzą specjalnie, aby to zobaczyć.
Kolej linowa na Palenicę to czteroosobowy wyciąg krzesełkowy Polskich Kolei Linowych , który z centrum Szczawnicy zawiezie nas na wierzchołek, wokół którego powstało trochę tras rowerowych , kolejka grawitacyjna, park sztucznych zwierząt i nieduże centrum rozrywki. Jest także nieduża restauracja. Wjechaliśmy tam w maju. Pięknie z góry widać trasy narciarskie z resztkami śniegu w cieniu i małe domki poukrywane na zboczu. Do niektórych można dotrzeć wyłącznie wąską ścieżką.
Chcieliśmy zobaczyć w górach owieczki , chcieliśmy zobaczyć jelenie . Obydwa życzenia udało się spełnić. Bo jeśli po baranki, to na Halę Barankową - to na pewno, a jeśli po jelenie to na pewno do Zawoi , gdzie po przysiółkach pasą się te piękne dzikie zwierzęta i przy odrobinie szczęścia można je bez problemu zobaczyć. I nawet nie są bardzo płochliwe, robią wrażenie, jakby żyły sobie obok ludzi i podpatrywały, co u nich słychać. Przy okazji spróbowaliśmy owczych serów ( oscypek , bundz , bryndza ) i żentycy .
Kiedy jechaliśmy kolejką linową na Mosorny Groń , ze zdumieniem zauważyliśmy, że od poprzedniego lata na wierzchołku wyrosła nowa, widoczna z daleka konstrukcja. Mosorny Groń w Zawoi od niedawna może się poszczycić wieżą widokową postawioną na wierzchołku. Obiekt ma konstrukcję stalową częściowo szalowaną drewnem. Wieża widokowa na Mosornym Groniu ma sześć pięter i 24,5 metra wysokości. Taras widokowy , który jest szóstym poziomem, znajduje się 18 metrów nad ziemią .
Do Parku Czarnego Daniela na peryferiach Zawoi (woj. małopolskie) prowadzi wąska, asfaltowa droga, która wyprowadza pomiędzy dzikie lasy, gdzieś na ustronne łąki u stóp wzniesienia, które nosi nazwę pasmo Policy - od jego północnej strony. W osiedlu Czarnotowa w przysiółku Podpolice znajdziemy gospodarstwo agroturystyczne, w którym hodowane są daniele, jelenie, lamy, owce, konie i kozy . Zwierząt jest kilkadziesiąt.
Muzeum Geologiczne w Warszawie lubię za to, że można je zwiedzać całkowicie za darmo . To może szokować w Polsce, ale tak właśnie jest. Tu się po prostu przychodzi i się jest. Można się w każdej chwili zanurzyć między gabloty z minerałami i nie martwić się przed wejściem o to, czy w kieszeni są pieniądze. Można nawet przyjść z książką i spędzić cały dzień na stopniu pośród niezliczonych minerałów , poddając się działaniu ich energii. Muzeum Geologiczne w Warszawie lubię także za atmosferę. Przez przeszklony dach wpada sporo słonecznego światła. Gabloty stoją pod ogromnym świetlikiem , eksponaty skrzą się w słońcu. Budynek przedwojenny, przypomina pałac z krużgankami , wszędzie elegancki kamień, marmury . Można się poczuć podniośle, a przy okazji zdziwić, że kamień to niezwykle złożona i zawiła sprawa , wymagająca nieoczywistej systematyki, tworząca aurę tajemnicy i nieskończoności .
Wizyta przy pomniku Nike w Warszawie wynikła jakoś spontanicznie. Dzieło jest monumentalne, bogini zwycięstwa szybuje nad skrwawioną stolicą. Kiedy ją stawiano, były jeszcze przecież całe dzielnice ruin, kwartały gruzów , otwarte rany na tkance miasta, które jeszcze nie zdążyły się zabliźnić. Można je było zobaczyć wszędzie. To pomnik zwycięstwa , bo Nike to boginii wygranych bitew , czyż jednak monument wiktorii nie jest jednocześnie upamiętnieniem cierpienia, bólu i tragedii ?
Ileż to razy śmiano się z pacyfistów nawołujących " No war " i " Stop wojnie ", którzy w czasach - zdawałoby się - pokoju wzniecali, jak sądzono, histerię. Przecież wojna światowa była dawno, prawie sto lat temu, a te "wojny", o których krzyczeli, były bardzo daleko, były z tej odległości małe. Lokalne konflikty. Teraz taki "miejscowy" konflikt mamy za progiem cywilizowanej - jak można by sądzić - Europy.
Rzeźba "Bezdomny Jezus" autorstwa Timothyego Schmaltza znajduje się przed kościołem ojców kapucynów na ul. Miodowej w Warszawie. Wygląda na pierwszy rzut oka, jak zwykła ławka ze śpiącym bezdomnym. Zwykła? Akurat spadł śnieg, atak zimy na początku kwietnia. Spadło 10 centymetrów, wszędzie lód, mroźno. I tę rzeźbę też przysypało. I od razu tyle skojarzeń, bo w Polsce jest teraz 2,5 mln bezdomnych.
Fort Bema w Warszawie to jedno z ciekawszych miejsc spacerowych w Warszawie. Tak też się tu znalazłem. Koega wrzucał fotki na swojego Facebooka, aż po długiej przerwie znowu zacząłem tu spacerować . Ogromny obszar, który w czasach PRL zajmowało wojsko i zakłady zbrojeniowe , dziś jest znacznie bardziej dostępny. Dzięki staranion dzielnicy alejki są równe, a spacerować można bez obaw o ubłocenie, okrążając cały teren , któy kiedyś należał do tej twierdzy. Są tu jednak także okolice bardziej dzikie i opuszczone. Roi się od zaułków, porzuconych obiektów, nie brakuje wygodnej trawy na piknik .
Ta wycieczka powstała z przypadku. Warto bowiem się zatrzymać, cyknąć fotkę, nawet jeśli się bardzo spieszy. Wszędzie może czekać jakaś ciekawa historia. Ten pomnik przypomina bardzo ciemną kartę. W tym miejscu w obecnym Ursusie Niemcy podczas drugiej wojny światowej stworzyli obóz przejściowy, przez który po Powstaniu Warszawskim przeszło około 50 tys. warszawiaków i nie tylko. Była to tak naprawdę filia dużo większego obozu przejściowego w nieodległym Pruszkowie, który nosił nazwę "Dulag 121". Położona była na terenie Państwowych Zakładów Inżynieryjnych Ursus w ówczesnych Czechowicach.
Pomnik Pileckiego udało się odwiedzić "przy okazji". Trzeba było poczekać na Żoliborzu półtorej godziny i stąd krótki spacer. Nogi prowadziły przez tę dzielnicę, o której powstawały piosenki - zasłużenie. Wkrótce oczom pokazał się kubik poświęcony nietuzinkowej postaci. Co ciekawe miejsce, w którym stoi pomnik, w al. Wojska Polskiego nie jest przypadkowe. To tutaj Witold Pilecki został aresztowany 19 września 1940 roku przez Niemców.
























