24 marca 2022

Fort Bema w Warszawie. Spacerem po carskiej twierdzy

Fort Bema w Warszawie to jedno z ciekawszych miejsc spacerowych w Warszawie. Tak też się tu znalazłem. Koega wrzucał fotki na swojego Facebooka, aż po długiej przerwie znowu zacząłem tu spacerować. Ogromny obszar, który w czasach PRL zajmowało wojsko i zakłady zbrojeniowe, dziś jest znacznie bardziej dostępny. Dzięki staranion dzielnicy alejki są równe, a spacerować można bez obaw o ubłocenie, okrążając cały teren, któy kiedyś należał do tej twierdzy. Są tu jednak także okolice bardziej dzikie i opuszczone. Roi się od zaułków, porzuconych obiektów, nie brakuje wygodnej trawy na piknik.

Carska twierdza w sam raz na spacer

Rozległość przestrzeni, jaką zajmuje Fort Bema sprawia, że to doskonałe miejsce na długie spacery. Nie brak tu utwardzonych ścieżek, są trzy przejścia nad fosą, dzięki czemu można tu wędrować godzinami. Pozostałości fortyfikacji to ciekawe urozmaicenie krajobrazu. A kanały i stawy są dobrym miejscem na chwilę refleksji i relaksu. Nie brak tu pagórków oraz tajemniczych zakamarków. Kto wie, czy nie jest to jeden z najciekawszych warszawskich parków.  


Co ciekawe działalność jakichś rzezimieszków, prowadzona zapewne pod osłoną nocy, spowodowała, że wejścia do carskich fortyfikacji są pouchylane i przy odrobinie odwagi można się pokręcić po fortecznych salach i korytarzach. A są one rozległe i potężne. Do zwiedzenia jest kilka obiektów. Do tego na tym obszarze rozrzucone są inne opuszczone budynki, takie jak kotłownia, wille i tajemnicze magazyny.

Krótka historia Fortu Bema

Nazwę Fort Bema nosi spory obszar w dzielnicy Bemowo w Warszawie, który wziął ją od carskiego fortu "P" czyli Fortu Parysów. Fortyfikacje powstały w latch 1886-1890 jako element wewnętrznego pierścienia umocnień Twierdzy Warszawa, lecz szybko straciły na znaczeniu ze względu na techniczny postęp w uzbrojeniu. W 1909 roku wydany został rozkaz likwidacji Twierdzy Warszawa, jednak akurat ten fort został nim dotknięty w nieznacznym stopni, bo wysadzono tylko poternę i prochownię. Reszta budowli została.


Przed drugą wojną światową na tym terenie były zakłady zbrojeniowe produkujące amunicję, w czasie wojny - niemieckie magazyny wojskowe, a po wojnie teren również objęła armia - Ludowe Wojsko Polskie. W latach 80. ubiegłego stulecia część terenu otrzymał klub sportowy Legia Warszawa. Wciąż działają w pobliżu fortu Wojskowe Zakłady Lotnicze oraz Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych, w jednym z hangarów dawnego lotniska znajduje się hala sportowa. W 1999 roku zarządzanie terenem przejęła gmina Bemowo, która urządziła stopniowo Park Bema, m.in. zapewniając trzy przejścia nad fosą i porządkując dziki obszar. Same fortyfikacje są - jak dotąd - niezagospodarowane. Mimo, że były w poprzednich latach próby ich adaptacji.

Fort Bema w Warszawie. Jak dojechać?

Dojechać do Fortu Bema można na kilka sposobów. Najlepiej jednak dotrzeć ul. Jerzego Waldorffa pod kościół św. Jozafata i tam zostawić auto, by wybrać się na długi spacer w głąb Fortu Bema. 


Można też podjechać dalej i zostawić auto w okolicy wejścia do fortu prowadzącego przez zabytkowy most stalowy, który został pięknie odnowiony i zakonserwowany. Jeśli pojawią się kłopoty z dotarciem na miejsce, zawsze można kliknąć w Mapy Google.



Zobacz zdjęcia z Fortu Bema.











































Resztki świetności twierdzy: pod asfaletm na drodze dojazdowej stare tory kolejowe.




Opuszczone domy na  obrzeżach umocnień.





Mostek nad fosą w Parku Bema.





Na teren twierdzy wciąż prowadzi zabytkowy most żelazny.





Więcej ciekawych miejsc do odwiedzenia znajdziesz pod adresem www.wycieczkazadyche.pl lub po prostu wycieczkazadyche.pl.


1 komentarz

  1. Przykre, że latami zaniedbane są tak pełne czaru ,charakterystyczne wille. Byłyby to piękne posesje, trochę tak jak te angielskie wille. Warszawa jest w sprawach zachowania zabytkowych willi jest tragicznie rządzona, takiej bezduszności i anarchii zarazem chyba jeszcze nie bylo. Brak ustawy antydeweloperskiej. Apeluje o uratowanie tych wszystkich willi, bo zabytek zawsze opłaca sie uratować. A tych podpalaczy to pewnie deweloperzy nadsyłają, by postawić kolejne antracytowe bochomazy.

    OdpowiedzUsuń