Wąwóz Maniński na Słowacji potrafi zachwycić skalnymi ścianami i niezwykłym krajobrazem, ale kryje też miejsce, które skłania do zatrzymania się i refleksji. Na Bajkowej Polance (Rozprávkova lúčka), tuż przy drodze prowadzącej przez wąwóz, znajduje się Symboliczny Cmentarz Ofiar Gór. Do skalnej ściany przytwierdzone są tablice upamiętniające ludzi, których życie zakończyło się tragicznie właśnie w górach. Cmentarz symboliczny nie jest duży i łatwo go przeoczyć podczas spaceru przez Wąwóz Maniński, czyli Manínską tiesňavę. Położenie pod skalną ścianą i tragiczne historie związane z tym miejscem tworzą wyjątkową, pełną zadumy atmosferę.
- Symboliczny Cmentarz Ofiar Gór w Wąwozie Manińskim to tablice pamiątkowe wmurowane w skałę na Bajkowej Polance (Rozprávkova lúčka) – nikt nie jest tu faktycznie pochowany.
- Pierwsza tablica upamiętniła Gustáva Šmetkę, który zginął w wąwozie w 1942 roku.
- Wśród upamiętnionych jest Ján Šofránko, zmarły w 2012 roku na Mont Blanc, oraz Dionýz Kuráň, który zginął tego samego roku w Tatrach Wysokich.
- Naprzeciwko cmentarza stoi kamienny obelisk poświęcony Jožce Tybánowi, który zginął tu w 1959 roku w wieku 17 lat.
- Miejsce leży bezpośrednio przy drodze przez wąwóz, więc dotarcie z parkingu przy wejściu do Manínskiej Tiesňavy zajmuje kilkanaście minut pieszo.
Wszystko poświęcili dla gór
Historia tego miejsca sięga lat 40. XX wieku, kiedy to w Manińskim Wąwozie zginął Gustáv Šmetka. To właśnie jego śmierć w 1942 roku upamiętnia pierwsza tablica, która dała początek symbolicznej nekropolii. W latach 70. przeniesiono ją na Bajkową Polankę - po słowacku Rozprávkovą lúčkę - gdzie z czasem pojawiły się kolejne nazwiska. Dziś na skalnej ścianie można znaleźć pamiątkowe tablice poświęcone osobom związanym z Poważem i Manińską Tiesňavą.
Nie są to wyłącznie wspinacze, choć okolice Manińskiego Wąwozu od dziesięcioleci przyciągają miłośników wspinaczki. Upamiętnieni zostali także alpiniści, którzy stracili życie w innych słowackich górach, a nawet w odległych pasmach na całym świecie. To miejsce symboliczne - nikt nie został tutaj pochowany. Naprzeciwko symbolicznego cmentarza, nad drogą pod Dračím Hrebeňem czyli Smoczym Grzebieniem, znajduje się niewielki kamienny obelisk z tablicą pamiątkową ku pamięci Jožka Tybána, który tragicznie zginął tu 21 czerwca 1959 roku w wieku 17 lat.
Bajkowa Polanka ze śmiercią w górach w tle
Dotarcie do symbolicznego cmentarza w Manińskim Wąwozie nie wymaga długiej górskiej wędrówki. Jeśli zostawimy samochód w rejonie wejścia do Manińskiego Wąwozu, to do Rozprávkovej lúčky można dojść w kilkanaście minut. Trasa do Bajkowej Polanki prowadzi przez sam wąwóz, którego imponujące, niemal pionowe ściany uświadamiają, dlaczego Manínska tiesňava jest jednym z najbardziej niezwykłych miejsc w tej części Słowacji.
Cmentarz znajduje się po prawej stronie drogi, idąc w górę wąwozu, leży tuż za maleńkim mostkiem nad strugą płynącą obok drogi. Tablice wmurowano w skalną ścianę ponad polaną, dzięki czemu miejsce jest bardzo naturalnie wkomponowane w otoczenie. Nie ma tutaj monumentalnych nagrobków ani rozbudowanej infrastruktury - jest skała, kilka epitafiów i cisza, która w takim miejscu mówi chyba więcej niż niejeden pomnik.
Jak dojechać do Manińskiego wąwozu?
Do Wąwozu Manińskiego (Manínska tiesňava) najlepiej jechać samochodem z Trenczyna w kierunku Považskiej Bystricy. Wyjeżdżamy drogą nr 61, a następnie kierujemy się na Púchov i Považską Bystricę. Po dotarciu w okolice Považskiej Bystricy należy zjechać w kierunku na Považské Podhradie, a dalej podążać lokalnymi drogami przez miejscowości Považská Teplá do Manínskiej Tiesňavy. Trasa ma około 40 km, a przejazd zajmuje zwykle około 40-50 minut. Do Wąwozu Manińskiego można dotrzeć również rowerem, co jest bardzo ciekawą alternatywą dla samochodu. Z Trenczyna prowadzi oznakowana trasa rowerowa, będąca częścią europejskiej sieci tras rowerowych. To dobry pomysł zwłaszcza dla osób, które chcą połączyć zwiedzanie z aktywnym wypoczynkiem - po drodze można podziwiać dolinę Wagu, niewielkie słowackie miejscowości i górskie krajobrazy. To koło 45-50 km w jedną stronę, czyli mniej więcej 90-100 km tam i z powrotem. Jeśli nie mamy własnego roweru, w Trenczynie i okolicy można wypożyczyć rowery elektryczne, dzięki którym pokonanie dłuższej trasy jest znacznie łatwiejsze.
W okolice Manínskej Tiešnavy dojeżdżają też z Trenczyna pociągi. To też dobra opcja powrotu dla zmęczonych jazdą na rowerze. Sam dojazd jest już całkiem ciekawy, bo im bliżej wąwozu, tym bardziej zurbanizowany krajobraz ustępuje niewielkim słowackim wioskom i górom. Na końcu zanurzamy się w krajobraz, który może orzypominać nasze Pieniny. Samochód można zostawić w rejonie wejścia do Manínskej Tiesňavy, skąd dalej można ruszyć pieszo. Droga prowadząca w głąb wąwozu staje się ekstremalnie wąska w miejscu przełomu, wysokie wapienne ściany niemalże wpadają jedna na drugą. Warto tam jechać spokojnie, bo jest tam bardzo ciasno, miejsca jest na jedno auto i nietrudno o problemy. Lepiej więc mijać inne samochody, rowerzystów i pieszych ostrożnie. A jeśli przytrafią się problemy z trafieniem, można kliknąć w Mapy Google.
Zobacz więcej moich zdjęć z Manínskej Tiešnavy zrobionych 4 września 2026 roku. Janko Kośta zginął w 1964 roku. Wszedł na skałę od tyłu i spadł. Z kolei Miloš Turan, Marián Poliačik, to członkowie Klubu Alpinistycznego Manín, którzy zginęli w innych górach. Štefan Haško był pierwszym wspinaczem, który zginął w wąwozie. Stało się to w 1965 roku.









